Zadzwoń do Nas!

536-199-199
536-288-288

Page 2 of 2

Uzależnienie od jedzenia…

smakolyki

Niekontrolowane i niepohamowane pragnienie zjedzenia czegokolwiek o każdej porze dnia lub nocy to nie jest zwykłe łakomstwo, ale nałóg. Bywa, że jest równie silny jak papieros. Sięganie po jedzenie zawsze ma na celu zaspokojenie głodu, nie zawsze jednak fizycznego. Chodzi o nakarmienie emocji, które sprawiają, że trudno poradzić sobie z codziennymi zadaniami. Gdy jest nam źle, sięgamy po coś smacznego. Uzależnienie to, jak każde inne, jest bowiem sposobem zapanowania nad lękiem, zmęczeniem, odzyskaniem poczucia bezpieczeństwa, kontroli. Najpierw podjadamy w chwilach znudzenia, pobudzenia, zmęczenia, frustracji. Organizm zapamiętuje te zachowania, stają się one codzienną czynnością i utrwalają się. Szybciej, niż nam się wydaje, zaczynamy sięgać po żywność, wcale nie czując głodu, a niekiedy nie mając nawet apetytu. ,,Jedzenioholicy” zachowują się właściwie tak jak każdy, kto ma problem z innym uzależnieniem. Doskonale się kamuflują. Bywa, że na spotkaniach w większym gronie, przy suto zastawionym stole, przez całe przyjęcie zadowolą się liściem sałaty. Ale po przyjściu do domu pochłaniają blachę ciasta. Często są ekspertami w kwestii diet i tabel kalorycznych. Nie rozmawiają o swoim problemie, bo uważają, że ich nie dotyczy.

PUŁAPKI WYCHOWANIA

Przez całe życie smakołyki kojarzone są z okazywaniem uczyć. Gościowi podajemy nie tylko herbatę ale i „coś do herbaty”. Czekoladki to najbardziej uniwersalny prezent. Tak jesteśmy wychowani i sami też wychowujemy w przekonaniu, że coś dobrego to najlepsza nagroda. Kiedy dziecko jest grzeczne u dentysty lub przyniesie szóstkę, dostaje lizaka lub idzie z tatą na lody. Mózg szybko przyzwyczaja się, że smaczne jedzenie ma nam wynagrodzić trud i niepowodzenia, ma sprawiać, że poczujemy się lepiej. Sami siebie nagradzamy, gdy nie robią tego inni. Taka metoda nie pomaga w rozwiązaniu problemów, działa doraźnie. Zanim ,,owa” nagroda dotrze do żołądka, pojawia się poczucie winy, że ulegliśmy. Robimy sobie wyrzuty, widzimy w sobie kogoś słabego. Lekiem na te przykre odczucia jest… kolejny batonik. Jedzenie nie spowoduje marskości wątroby, raka płuc i nie sprawi, że znajdziemy się na dnie jak alkoholik czy narkoman. Jednak nadmierne jedzenie może prowadzić do problemów społecznych i chorób cywilizacyjnych: cukrzycy czy nadciśnienia. Jedzenie w przeciwieństwie do papierosów czy alkoholu jest nam niezbędne do życia. Nie możemy więc ot tak po prostu przestać jeść, tak jak – przy pewnej dozie silnej woli – przestać kupować papierosy i nie palić. Wtedy potrzebna jest terapia.

Terapeuta radzi

Uzależnienie od jedzenia dotyka coraz więcej ludzi. Częściej kobiety i osoby powyżej 45 lat. Polega na tym, że człowiek zaczyna tracić kontrolę nad tym ile i co je. Tego typu zaburzenie ma przede wszystkim podłoże psychologiczne, ale również istotne wydają się komponenty genetyczne i predyspozycje osobnicze. Ponieważ jedzenie potęguje wydzielanie się greliny, hormonu wzmacniającego uczucie przyjemności związanej z samym jedzeniem, trudno jest je ograniczyć, zwłaszcza osobom, które muszą regulować sobie nastrój. Jedzenie jest zawsze pod ręką i nie budzi podejrzeń, jak w przypadku sięgania po alkohol. Konsekwencje są jednak poważne. Chcąc pomóc, musimy być bardzo delikatni. Najlepiej byłoby spróbować nakłonić taką osobę do pójścia do dietetyka celem zrzucenia wagi. Rozsądny dietetyk zachęci pacjenta do regularnego wysiłku, a efekty będą sprzyjać decyzji o podjęciu terapii, ponieważ choroba ta jest głównie chorobą duszy, a nie ciała.

Chora miłość do zakupów

Zakupoholizm został opisany przez psychiatrów już niemal sto lat temu. Jednak teraz, kiedy ta ,,używka” jest dostępna jak nigdy dotąd, uzależnionych szybko przybywa.

kaboompics.com_Brown shopping bags

Większość z nas myśli, że trudno uzależnić się od robienia zakupów. Taki nawyk postrzegamy raczej jako słabość niż poważne zaburzenie. Specjaliści zwracają jednak uwagę, że to nałóg jak każdy inny – niszczy zdrowie i relacje z otoczeniem, rujnuje finanse.

Kompulsywne zakupy są często reakcją na negatywne wydarzenia lub przykre emocje. Łagodzą psychiczne napięcie oraz dają poprawę samopoczucia zaraz po dokonaniu zakupu. Często są konsekwencją niskiego stężenia serotoniny i dopaminy, substancji w mózgu, które mają wpływ na nastrój i motywację. Zakupoholizmowi często sprzyja także skłonność do innych uzależnień, kierowanie się w życiu impulsami, brak umiejętności radzenia sobie ze stresem oraz negatywnymi emocjami. Zauważono, że kompulsywne kupowanie częściej dotyka osoby, których bliscy pierwszego stopnia mieli podobny problem albo borykają się z innymi uzależnieniami. Nierzadko ta skłonność to skutek wcześniejszego niedostatku i objaw, że znów może nam czegoś zabraknąć. Sygnały, że kupowanie nie jest już zaspokajaniem codziennych potrzeb są wyraźne:

  • od dłuższego czasu kupowanie przekracza możliwości finansowe, a nabywane przedmioty nie są potrzebne

  • zakupy powodują stres, stratę czasu, kłótnie z najbliższymi, uciekanie się do kłamstw, kłopoty finansowe.

  • czujemy w związku z nimi niepokój.

Terapeuta z prywatnego ośrodeka leczenia uzależnień Terapia Nałęczów: Założenia psychoterapii zakupoholizmu nie różnią się od terapii innych uzależnień. Podstawowy etap w naszym ośrodku trwa 4 tygodnie. Jest to jednak wstępna faza leczenia, w której pacjent pracuje nad zidentyfikowaniem problemu i zatrzymaniem przymusowych zachowań związanych z zakupami, a także nabyciem sposobów radzenia sobie z tzw. głodem kupowania. W dalszej kolejności konieczne może być rozwiązanie spraw stanowiących źródło problemu, dlatego zachęcamy pacjentów do kontynuowania psychoterapii po zakończeniu leczenia stacjonarnego. Z uwagi na często występujące zaburzenia nastroju (depresji) pacjenci, zwłaszcza na początku leczenia, objęci są opieką psychiatryczną. Głównym celem leczenia nie jest powstrzymanie się od zakupów, lecz nabycie umiejętności kontroli kompulsywnych zachowań związanych z zakupami i racjonalnego ich planowania.

Kara niezawiniona – znasz to?

black-and-white-person-woman-girl-large

Zadawać sobie samemu cierpienie, ranić ciało w ukryciu, w samotności. Wydaje się to nie do pomyślenia, choć jednocześnie rozumiemy przymus każący alkoholikowi pić, współczujemy narkomanom, którzy krok po kroku zbliżają się do samounicestwienia. Tak działa uzależnienie, a skłonność do samookaleczenia, nie jest niczym innym.

CIERPIENIE W SAMOTNOŚCI

Wystarczy tylko chwila, np. w szkole na przerwie w toalecie, by zadać sobie ranę żyletką. Okazja jest też w domu, we własnym pokoju, nocą. Trzeba tylko szybko opatrzyć rany, żeby nikt nie zauważył, trzeba mieć bluzkę z długim rękawem i plastry. Wtedy się uda, wtedy będzie dobrze…

Czy rzeczywiście? Skłonność do autoagresji, karania siebie, zadawania sobie cierpienia psychicznego i fizycznego zawsze ma głębszą przyczynę. Problem zwykle dotyczy ludzi młodych, najczęściej nastoletnich dziewcząt. Źródłem mogą być zaburzone relacje z rówieśnikami, przedłużające się napięcie emocjonalne, akty agresji ze strony innych, niskie poczucie własnej wartości. Wiele przypadków można wytłumaczyć traumatycznymi wydarzeniami z dzieciństwa – aktami przemocy fizycznej, seksualnej i psychicznej.

Akt samookaleczenia paradoksalnie wyzwala od cierpienia, przynosi uspokojenie, daje ujście nagromadzonym emocjom, złudne poczucie kontroli nad sobą. Jednak ulga jest tylko chwilowa. To dlatego osoby uzależnione sięgają po żyletkę jeszcze raz i jeszcze raz. 30% osób, które raz dokonały autoagresji, zrobi to ponownie w ciągu roku. Powtarzanie przeradza się wówczas w nałóg. Proceder się nie kończy, choć uzależnieni obiecują sobie, że dziś to już ostatni raz. Ostatniego razu może nie być. Chyba, że ktoś wyciągnie pomocną dłoń.

MOŻE KTOŚ MNIE URATUJE

Osoby uzależnione czekają na pomoc, chociaż tego nie manifestują, ukrywają cierpienie psychiczne i jego fizyczne świadectwo. Samookaleczenie jest rodzajem wołania o ratunek, bo człowiek nie jest w stanie już sam sobie pomóc. Akty przemocy dokonywane na sobie, nie zawsze są łatwe do zauważenia, bo nie zawsze polegają na zadawaniu ran. Takie ukryte karanie siebie może przybierać formę innego nałogu np. Używanie narkotyków, szkodliwych nawyków żywieniowych, chronicznego zaniedbywania wyglądu i higieny, niewłaściwego lokowania uczuć, np. w osobach ,,nieosiągalnych”. Formą karania samego siebie mogą być też, często skuteczne, próby samobójcze. U osób samookaleczających się prawdopodobieństwo samobójstwa jest pięćdziesięciokrotnie większe niż u innych. Choć część osób ,,wyrasta” z zachowań autodestrukcyjnych (zwykle po osiągnięciu dojrzałości), to problemy całkiem nie znikają i zwykle dochodzi do pogłębiania zaburzeń emocjonalnych. Dlatego tak ważna jest profesjonalna pomoc i wsparcie ze strony rodziny i przyjaciół.

Terapeuta z Terapii Nałęczów – twierdzi, że samookaleczanie to zaburzenie instynktu samozachowawczego. Przejawia się w atakach na własne ciało, np. cięciu skóry, na rękach, ramionach, brzuchu i nogach. Zdarza się, że uzależnieni wbijają w ciało ostre przedmioty lub parzą się papierosem. Najczęściej powodem samookaleczenia się jest uraz wyniesiony z dzieciństwa, ale może wiązać się ono z chorobami: zespołem Retta, autyzmem, zespołem Lescha-Nyhana, a także chronicznym zapaleniem mózgu czy kiłą układu nerwowego. Okaleczać się mogą też osoby chore na depresję lub schizofrenię.

Gra nie do wygrania

terapia

Czy wiesz, że…

Nawet upodobanie do niewinnych zdrapek i konkursów SMS-owych mogą wymknąć się spod kontroli i zacząć kolidować z pracą, namieszać w relacjach z bliskimi, a w końcu doprowadzić do finansowej i życiowej katastrofy.

Choć większość z nas w grach hazardowych nie widzi zagrożenia, warto pamiętać, że jak każdy nałóg mogą zrujnować życie. Zaczyna się niewinnie: wydarza się coś, co wywraca nam codzienność do góry nogami – separacja, nieplanowana ciąża, utrata pracy, albo … duża wygrana. Największą grupę ryzyka tworzą wielkomiejscy single około trzydziestki. Zapewne wynika to z zapisanego w męskiej naturze zamiłowania do ryzyka, emocji i adrenaliny. Pierwsze przejawy uzależnienia często pojawiają się już w młodym wieku. Kobiety w szpony hazardu wpadają później – mniej więcej w połowie życia. Nim zdecydują się na leczenie, tkwią już zwykle po uszy w długach, myślą o samobójstwie i często mają za sobą kradzieże, czasem też wymuszenia i oszustwa. Popełniają je w celu zdobycia pieniędzy, by grać, albo na spłacenie długów.

Jak rozpoznać problem?

Nie ma widocznych oznak. Można jednak rozszyfrować jego ukrytą naturę. Osoba, nad którą hazard ma władzę, czuje potrzebę, by utrzymać swój problem w sekrecie. Gra w tajemnicy lub kłamie na temat, tego ile czasu na to poświęca. Nie potrafi też powiedzieć ,,dość” i stale zwiększa stawki. Gra, nawet gdy nie ma pieniędzy.

Nałogowych graczy coraz częściej można spotkać nie w kasynach, ale… w domowym zaciszu. Ruletka i poker mają bowiem konstrukcję gier sieciowych. W czasach powszechnego dostępu do Internetu popularność zdobywa e-hazard. Anonimowość i łatwy dostęp do gier losowych za pośrednictwem komputera dla wielu osób są bardzo atrakcyjne. Używa się w nich prawdziwych pieniędzy, a jednak dają złudzenie rozrywki bezpiecznej. Gracz do internetowego kasyna może wejść w każdej chwili i przez całą dobę, zagrać w każdą dostępną grę, obstawić dowolny zakład. Nikt nie kontroluje czasu przeznaczonego na grę, nikt nie sprawdza dowodu przy wejściu. Konsekwencje takiego uzależnienia mogą być takie same, jak w przypadku bywalców salonów gier: utrata pracy, porzucenie nauki, rozpad relacji rodzinnych i związków.

Tomasz Jankowski – terapeuta

Nałogowy gracz uprawia hazard w sposób kompulsywny, ma obsesję na punkcie grania. Zmienia się jego postrzeganie rzeczywistości: pojawia się przesadny optymizm w stosunku do możliwości wygranej i odegrania się za porażki. Napięcie rozładowane jest poprzez kompulsywne granie. Odzyskanie równowagi i powrót do normalnego życia są możliwe, ale wymagają pomocy specjalisty. Hazard często zwiększa u gracza tolerancję na agresywne zachowanie i społecznie nieakceptowalne zachowanie, a wycieczki do wirtualnego świata odciągają go od prawdziwego życia. Podstawową metodą leczenia hazardzistów jest psychoterapia. Niekiedy konieczne jest wspomaganie farmakoterapią.

Lekomania rozpoczyna się niewinnie…

LekomaniaPolska prowadzi w statystyce liczebności osób nadużywających leków. O tym problemie rzadko się jednak pisze i mówi w mediach. Alkoholizm i narkomania są bardziej widoczne, choć lekomania jest równie niebezpieczna jak inne nałogi. – Często nawet przez myśl nam nie przejdzie, że ktoś bliski może mieć ten problem – mówi Tomasz Jankowski, terapeuta, który na co dzień pracuje z osobami uzależnionymi od leków. I dodaje, że jest ich coraz więcej. – Bardzo dużo ludzi dzwoni, sonduje, zastanawia się, czy ten problem w ich przypadku już wymaga interwencji, czy może jeszcze poczekać? Odpowiedź jest jedna: czekać nie ma na co, bo on się sam nie rozwiąże. Warto przyjechać na spotkanie z terapeutą, który postawi diagnozę i określi wagę problemu.

BEZ RECEPTY NA TONY
Lekomania zaczyna się niewinnie: przytrafia się ból głowy, mamy zły nastrój, odczuwamy napięcie lub cierpimy na kłopoty z zaśnięciem. To codzienne, drobne dolegliwości, przy których łatwo sobie pomóc! Wystarczą środki dostępne w aptekach i drogeriach bez recepty. Z czasem dawki stają się jednak większe i przyjmujemy lek częściej, a gdy przestaje pomagać natychmiast, idziemy do lekarza po ,,coś silniejszego”. Uzależnienie od leków to choroba, która najczęściej dotyka kobiety w wieku 35-50 lat, choć mężczyźni także są na nią narażeni. Co powinno nas zaniepokoić?
1. Wrażenie, że osłabło działanie leku, który dotąd przyniósł ulgę, uspokajał, pobudzał lub przynosił sen to sygnał, iż mogliśmy uodpornić się na działanie bezpiecznych dawek.
2. Uczucie paniki pojawiające się, gdy leku nie ma pod ręką i poczucie konieczności zdobycia go za wszelką cenę.

NA RECEPTĘ GARŚCIAMI
Uzależniamy się od suplementów, ale też od leków wydawanych na receptę. Najczęściej lekomania obejmuje leki z grupy benzodiazepin. Mają one działanie nasenne, uspokajające, przeciwlękowe lub przeciwdrgawkowe. Leczymy nimi bezsenność, fobie społeczne i lęki. Środki te są na tyle niebezpieczne, że silnie oddziałują na centralny układ nerwowy, a ich długotrwałe przyjmowanie powoduje uzależnienie. Najszybciej rozwija się ono w przypadku leków nasennych – już po kilku tygodniach stosowania problemy ze snem wracają, jeśli dawki nie zwiększymy. W przypadku leków przeciwlękowych podobna sytuacja występuje po kilku miesiącach. Uzależnić się można także od leków przeciwbólowych, nasercowych, a nawet kropli na katar.

ODTRUCIE I ODWYK
Terapia lekomanii od leczenia np. alkoholizmu tym, że wymaga długiej detoksykacji. Odtruwanie polega na stopniowym obniżaniu dawek środka, który uzależnia i wprowadzeniu leku zamiennego. Wymaga to czasu, organizm musi się przystosować do zmiany. Ten etap trwa od kilku do kilkunastu miesięcy. Odtrucie pacjenta jest niezbędne przed podjęciem psychoterapii. Później pacjenci zaczynają terapię – pracują nad radzeniem sobie z emocjami, które często są głównym powodem popadnięcia w uzależnienie.

Alkohol procentuje uzależnieniem!

Alkoholizm jest chorobą społeczną, uzależniającą bez względu na wiek, płeć, wykształcenie czy środowisko. W ostatnim jednak czasie zmienia się wyraźnie obraz przeciętnego pacjenta ośrodka uzależnień. Przybywa osób młodych, niepełnoletnich, a także kobiet, a także pacjentów na wyższych stanowiskach.

Według statystyk, wśród mężczyzn najbardziej narażeni na chorobę alkoholową są panowie w wieku od 40 do 49 lat. Rozwodnicy piją więcej od żonatych, wdowców i kawalerów. Wśród kobiet na alkoholizm najbardziej narażone są studentki oraz kobiety w wieku 40-49 lat. Chociaż panie skrupulatniej ukrywają nałóg, szybciej i częściej zgłaszają się po pomoc.

Według Światowej Organizacji Zdrowia, pacjenta uznaje się za uzależnionego, jeśli w ostatnim roku wystąpiły u niego trzy lub więcej z poniższych objawów:

  • silne pragnienie lub poczucie przymusu wypicia alkoholu
  • trudności kontrolowania zachowania związanego z piciem
  • fizjologiczne objawy po przerwaniu lub zmniejszeniu ilości pitego alkoholu albo używanie alkoholu w celu zmniejszenia nasilenia lub uniknięcia tych objawów
  • potrzeba przyjmowania coraz większej dawki, by uzyskać skutki powodowane wcześniej przez mniejsze dawki
  • narastające zaniedbywanie innych źródeł przyjemności lub zainteresowań z powodu picia, zwiększony czas poświęcony na zdobywanie lub picie alkoholu lub na odwracanie następstw jego działania
  • picie pomimo wyraźnych powodów szkodliwych następstw.

JEDYNA SŁUSZNA METODA

Pierwszy krok do trzeźwości to skonfrontowanie się z problemem. Warto zrobić bilans zysków i strat i odpowiedzieć sobie na pytanie: ile picie zabiera mi życia i jak wpływa na najbliższych. Z czego rezygnujemy, kogo zaniedbujemy. Kolejny krok to konfrontacja z najbliższymi. Trzeba się zdobyć na rozmowę, powiedzieć o problemie i zapytać, jak picie wpływa na ich emocje. Niekiedy chory potrzebuje wcześniej pobytu na Oddziale Leczenia Alkoholowych Zespołów Abstynencyjnych, który trwa kilkanaście dni. Potem konieczna jest psychoterapia.

Tomasz Jankowski, Prywatny Ośrodek Leczenia Uzależnień – Terapia Nałęczów:

– Podczas leczenia w ośrodku pacjent przez całą dobę przebywa z innymi osobami uzależnionymi. To ważne źródło wsparcia. Ma też stałą opiekę terapeutyczno-medyczną. W tym czasie zapoznaje się z chorobą, identyfikuje objawy, poznaje sposoby radzenia sobie z głodem alkoholowym i specyfikę mechanizmów uzależnienia. Później powinien kontynuować leczenie w systemie ambulatoryjnym, brać udział w maratonach tematycznych bądź treningach zachowań konstruktywnych, by nie wrócić do sięgania po alkohol.

 

Kilka słów na dobry początek

Witaj!

Cieszymy się, że tu trafiłeś. To nasz pierwszy wpis na blogu, który postanowiliśmy założyć, by być bliżej Was i służyć dobrą radą, słowem otuchy i wsparciem. Naszą misją zarówno w życiu prywatnym  jak i zawodowym jest niesienie pomocy w każdy, możliwy sposób. Jesteśmy pracownikami Prywatnego Ośrodka Terapii Uzależnień „TERAPIA NAŁĘCZÓW”, gdzie każdego dnia spotykamy się  z różnymi przypadkami ludzkiej tragedii. To właśnie tam leczymy i wspieramy naszych podopiecznych. Chcemy jednak poszerzyć zakres swojej pomocy i trafić do osób, które boją się lub zwyczajnie wstydzą zgłosić się po pomoc. Wiedz, że doskonale wiemy jak się czujesz i mamy nadzieję, że chociaż zamieszczane tutaj wpisy, pomogą Ci rozpoznać zagrożenie, uwierzyć w siebie i być może zgłosić się na terapię. Pamiętaj, już nie jesteś z tym sam!

Newer posts »

© 2018 Terapia Nałęczów

Theme by Anders NorenUp ↑