Zadzwoń do Nas!

536-199-199
536-288-288

Narkotyki

Od normalnego życia do całkowitej ruiny spowodowanej narkotykami dzielą zaledwie cztery kroki. Ciemny szlak rozpoczyna się od eksperymentowania. Na tym etapie, osoby które zaczynają przygodę z nielegalnymi substancjami, w większości przypadków zaprzeczają temu, że biorą narkotyki. Problemy maskują kłamstwami dotyczącymi towarzystwa i miejsc, do których chodzą. Objawami, które powinny wzbudzić niepokój, są między innymi stany ospałości bądź nadpobudliwości, zaczerwienione oczy i szerokie źrenice. Druga faza to czas, kiedy odczuwalna jest przyjemność ze stanu odurzenia. Continue reading

Kontroler nie pomaga

kontrolerUzależnienie bliskiej osoby jest bezsprzecznie bardzo trudnym doświadczeniem dla jej najbliższego otoczenia. Nie tylko z powodu tragedii, jaka rozgrywa się w oczach bliskich, kiedy alkohol, narkotyki czy hazard zabiera im członka rodziny, gdy on z czasem się zmienia nie do poznania, dezorganizuje rodzinę. Drugim powodem jest współuzależnienie tego, kto nie jest uzależniony, ale czuje się całkowicie odpowiedzialny za kontrolowanie bliskiej osoby i sprawowanie opieki nad nią. Osoba wolna od nałogu nieświadomie wiąże się z uzależnieniem swojego partnera, dostosowując do niego swoje życie. Z kogoś, kto organizuje życie rodziny, z czasem staje się tym, kto służy uzależnionemu partnerowi.
Kontrolowanie uzależnionego to sprytna pułapka, w którą wpada się niepostrzeżenie. Taka postawa to nie choroba ale zbiór nieprawidłowych reakcji, zachowań, interpretacji, które służą przystosowaniu się do sytuacji problemowej. Mówimy wówczas o współuzależnieniu. Taka osoba jest tak skoncentrowana na próbach ograniczenia picia przez swojego bliskiego, że przejmuje odpowiedzialność za jego życie i funkcjonowanie, przestaje zaspokajać własne potrzeby, mieć przyjaciół, wyjeżdżać na wakacje, żyje od ciągu do ciągu osoby uzależnionej, szuka jej po nocach, kiedy nie wraca do domu, chowa alkohol. To wyznacza ,,nastrój” opiekuna, sens życia, pochłania energię. Taki ktoś boi się zostawić bliską osobę w domu, gdyż poczuje się winny, że jej nie dopilnował. Nie potrafi nawet odpocząć bo i tak cały czas dzwoni do domu, sąsiadów, pyta, ile ta osoba wypiła i gdzie jest. Czuje się odpowiedzialny za utrzymanie trzeźwości alkoholika, a przecież ta odpowiedzialność powinien wziąć alkoholik, a nie jego bliscy. Osobom kontrolującym uzależnionego partnera wydaje się, że w ten sposób dotrą do niego, zatrzymają jego picie. Z partnerów zmieniają się w dozorców. Niestety taka sytuacja tylko ułatwia pijącemu trwanie w uzależnieniu, gdyż nie musi on konfrontować się ze swoimi błędami, niewykonanymi codziennymi obowiązkami, wydaje mu się, że problemu nie ma, gdyż cały jego świat działa. Nadodpowiedzialność rujnuje także psychikę osoby kontrolującej. Nasilają się u niej ostre reakcje na stres, pojawia się nerwica lub depresja i poczucie osamotnienia. Z czasem wykształca się w niej przekonanie o niemożności rozstania się z bliską osobą uzależnioną (co w efekcie podtrzymuje trwanie alkoholika w piciu). Współuzależniony może też zacząć nadużywać leków nasennych i uspokajających. W tej sytuacji nie ma prostych rozwiązań, trudno wyjść z błędnego koła. Warto więc rozważyć terapię dla osób współuzależnionych a nade wszystko nie zapominać o sobie, własnych potrzebach i prawie do normalnego życia.

Taki duży a się boi

takiduzy

ANI ŻYCIOWA MĄDROŚĆ, ANI DOJRZAŁOŚĆ, ANI NAWET NOWOCZESNA TECHNOLOGIA NIE DAJĄ NAM POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA. LĘKI TOWARZYSZĄ NAM CORAZ CZĘŚCIEJ I UPRZYKRZAJĄ ŻYCIE BARDZIEJ NIŻ POPRZEDNIM POKOLENIOM.

Mam udaną rodzinę, fajnych przyjaciół, tych samych od lat, ciekawą pracę. W zasadzie żadne większe problemy nie spędzają mi snu z powiek. A jednak przeświadczenie, że kiedyś na pewno stanie się coś, co zburzy mój poukładany świat, stale mi towarzyszy. Ani mnie, ani moim bliskim nic nie dolega. Tym czasem zamieram z przerażenia, gdy słyszę sygnał karetki lub straży pożarnej i gorączkowo myślę, gdzie są teraz moje dzieci. I kiedy nie mogę dodzwonić się do mamy, która mieszka sama, od razu podejrzewam najgorsze. Na wezwanie szefa panikuję: ,,Pewnie mnie zwolni”. Na zebraniach nie zabieram głosu, bo boję się, że się ośmieszę. A gdy coś mnie boli, myślę, że to nie jest zwykła niestrawność, tylko rak… Nawet perspektywa wakacji zmienia się w koszmar, bo przecież niemożliwe, że dojedziemy szczęśliwie, przecież codziennie zdarzają się wypadki. Trudno mi cieszyć się z czegokolwiek, zawsze znajdę jakieś ,,ale”.

STRACHY NA LACHY!

Zapewne wielu z nas mogłoby podpisać się pod taką wypowiedzią. – Podświadomość jest pełna lęków. Często z wyimaginowanych, niedorzecznych powodów – mówi Magdalena Zaczyńska, psycholog. – Sporo osób z tego powodu zgłasza się na terapię. Każdy doświadcza niepokoju i to jest normalne. Reagujemy lękiem, gdy rozpoznajemy zagrożenie. W ten sposób możemy ocenić ryzyko i działać. Jednak duże natężenie lęku, który często nam towarzyszy, tak jak napady paniki, szkodzą. Niemowlę boi się hałasów i gwałtownych ruchów, obcych. Starsze dzieci ciemności, rozłąki z rodzicami, czarnych charakterów, potem bólu, choroby, zgubienia się. A my, dorośli? Oprócz strachu przed chorobą, wypaleniem dobrych relacji i miłości, obawiamy się utraty pracy, biedy. Czegoś, co ma dla nas wartość. Coraz częściej także braku poczucia kontroli i bezsilności. – Lęki, które nas zwykle trapią, mają niewiele wspólnego z rzeczywistym zagrożeniem – tłumaczy psycholog. – Towarzyszą im niepokój, napięcie, skrępowanie. Nie są charakterystyczne dla znerwicowanych czy zakompleksionych. Irracjonalne obawy to specjalność ludzi w okolicach 30-stki. Po czterdziestce zdarza się to już rzadziej, a po pięćdziesiątce – sporadycznie. Co nie oznacza, że seniorzy się nie boją. Wraz z wiekiem wzmagają się realne lęki: dostanę zawału na ulicy, stracę ukochaną osobę, nie doczekam wnuków.

Często osoby pełne lęków to te wrażliwe, ambitne, zapracowane i przemęczone. Gonią za sukcesami, boją się stracić pracę, wciąż obawiają się krytyki i same siebie deprecjonują. Sposób reagowania napięciem i lękiem często bierze się z trudnych doświadczeń z dzieciństwa, z kontaktów z rodzicami. Często tak reagują Ci, którzy wychowali się w domu pełnym agresji i złości. Rodzice się kłócili, a oni zlęknieni i osamotnieni, chowali się w swoim pokoju. Tęsknili do miłości i spokoju. Dawne doświadczenia mocno oddziałują na nich teraz.

NIE BÓJ SIĘ BAĆ

Lęk nie jest tylko barierą. Mobilizuje też do twórczego działania, pobudza wyobraźnię i kreatywność. Ponoć ludzie lękliwi częściej osiągają sukcesy i stają się sławni. Lęk daje im motywację do pracy nad sobą. Gdy bowiem boimy się, że możemy kogoś zawieść, staramy się bardziej i więcej z siebie dajemy.

Wśród lękliwych są i tacy, którzy w dzieciństwie słyszeli, jacy powinni być, a czego nie powinni robić. Od najbliższych słyszeli głównie słowa krytyki i dezaprobaty, zamiast słów uznania. Podświadomy lęk, że znów będą negatywnie oceniani, jest silniejszy. A zatem, jeśli sobie uświadomimy, co podsuwają nam demony przeszłości, łatwiej będzie je opanować.

NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY

Zrozumiałe skąd się bierze nasz lęk, to pierwszy krok, by odważniej spojrzeć na życie. Zwykle to wypadkowa bagażu doświadczeń, nierozwiązanych konfliktów, niezałatwionych spraw, ale też poglądów. Podskakujemy na dźwięk domofonu, bo może jesteśmy winni bankowi pieniądze. Warto spróbować rozebrać życie na części pierwsze i przeanalizować relacje z innymi, zakończyć stare sprawy. Każdy taki rozwiązany problem to poczucie ulgi, ale też satysfakcji. I uświadomienie, że nie taki diabeł straszny. Dowartościowani – mniej się obawiamy. Ważne też by umieć odpuścić. Najbardziej boimy się tego, co jest poza naszą kontrolą. Warto więc jest zrobić podział na to, co mamy wpływ, a na co nie mamy. Dobrze jest również spojrzeć wstecz. Z doświadczenia wiemy, że powiedzenie sobie” „wszystko się ułoży” często się sprawdza. Szybko okazuje się, że często zamartwiamy się na zapas. Jeśli nas to przekona, można wypisać sobie wszystko, co nas przerażało lub martwiło w ostatnim miesiącu, ale dobrze się skończyło. Gdy dopada nas niepokój, spróbujmy też odwrócić uwagę, zając czymś innym. Albo porozmawiajmy o tym, czego się boimy. Nazwanie tego, co budzi silne emocje, sprawia, że przyczyna niepokoju traci swoją moc. Poza tym, życzliwa osoba może pomóc uspokoić się, pokazując plusy, które – w przypływie negatywnych emocji mogą nam umykać.

PRACA NAD CIAŁEM WZMACNIA UMYSŁ

Okazuje się, że czasem nasze lęki biorą się z prozaicznej przyczyny, jaką jest niezdrowy tryb życia. Nie dosypiamy, więc nasz mózg nie regeneruje się tak jak powinien. Nie dajemy mu szansy, by uporządkował setki informacji zebranych podczas dnia, by poradził sobie z emocjami, które się nagromadziły. Mamy gorszą koncentrację i refleks, szwankuje nam pamięć, co potęguje poczucie niepewności. Winna jest też codzienna dieta. A ściślej mówiąc, niedobór kwasu foliowego. Zdecydowana większość z nas ma go za mało. Do niedawna uważano, że potrzebny raczej kobietom w ciąży. Tymczasem z udziałem kwasu foliowego powstają substancje neurostymulujące – serotonina i noradrenalina. Pierwsza działa kojąco i uspokajająco, zapewnia też zdrowy sen. Druga uszczęśliwia i jest odpowiedzialna za aktywność w ciągu dnia. Jak wynika z najnowszych badań, około 30% pacjentów z zaburzeniami psychicznymi i depresjami ma obniżony poziom kwasu foliowego we krwi. Zmęczenie, stany niepokoju, bezsenność, brak radości życia, roztargnienie i kłopoty z pamięcią – to może być sygnał, że go brakuje. Z wiekiem coraz gorzej przyswaja się on z jedzenia. Starsi przyswajają go w znikomych ilościach. Warto wtedy sięgać po suplementy. Gdy niepokoje uprzykrzają życie, można pomyśleć o poprawienie formy psychicznej aktywnością. Niedawno opublikowane badania wykazały, że sesje jogi zwiększają w mózgu poziom GABA, głównego neuroprzekaźnika. Przy lękach i depresji jego poziom jest niski. U osób ćwiczących jogę poziom GABA w mózgu wzrastał bezpośrednio po treningu aż o 27%. Znacznie więcej niż u chodzących na siłownię. Joga pomaga zrozumieć emocje i uwolnić się od negatywnych myśli.

Telefoniczna smycz

smycz

Większości z nas uzależnienie kojarzy się z alkoholem, narkotykami, lekami. Dziś jednak termin ,,uzależnienie” oznacza też wiele innych nieprawidłowych, destrukcyjnych zachowań. Poza uzależnieniem od określonych środków chemicznych można wyróżnić tak zwane uzależnienia psychiczne, związane z wykorzystywaniem pewnych przedmiotów i zachowań. Uzależnieniem jest bowiem każde nawykowe działanie, które ogranicza wolność i sprawia, że człowiek traci kontrolę nad swoim życiem.

MAM SMARTFONA, WIĘC JESTEM

Dziś mało kto wyobraża sobie życie bez telefonu komórkowego. Większość ludzi ma przynajmniej jeden. Odkąd telefony nie służą tylko do dzwonienia, zajmują w naszym życiu coraz więcej czasu. Odbieramy maile, przeglądamy Facebook, robimy zdjęcia czy tak obecnie popularne słit focie. Z jednej strony telefon sprzyja kontaktom, przecież bez problemu można zadzwonić, napisać, mieć informacje od razu, z drugiej strony można zauważyć ludzi w kawiarniach, na przystankach, w pociągu wpatrzonych w ekran smartfona, którzy nawet nie wiedzą kto koło nich jest. Nie muszą pytać o drogę, bo korzystają z nawigacji. Ciekawość drugiego człowieka, inicjowanie kontaktu, doskonalenie umiejętności interpersonalnych są dla wielu osób czymś nieznanym. Łatwiejszy jest bowiem kontakt wirtualny. Nie trzeba nikogo o nic pytać. By kogoś poznać, wystarczy profil na portalu społecznościowym. Telefon stał się w pewnym sensie smyczą, bez niego nie zrobimy przelewu, nie skontrolujemy gdzie są dzieci, niektórzy nie wyobrażają sobie dnia bez telefonu, śledzenia FB, natychmiastowego odbierania połączeń. Są osoby, które nigdy nie wyłączają telefonu komórkowego. Nawet, gdy przychodzą do kogoś z wizytą, nie mogą powstrzymać się od odpisywania na każdego SMS-a, czy komentowania na bieżąco wpisów FB. Obecni są na spotkaniu ciałem, ale nie duchem. Są w innym świecie.

LAJKI I TWITTY

Życie wirtualne potrafi wessać człowieka. W sytuacji uzależnienia przebywanie na portalach społecznościowych, blogach, sklepach internetowych staje się koniecznością. Człowiek jest pod ich presją – aby uniknąć niepokoju, rozdrażnienia, negatywnych myśli, poddaje się jej, czyli loguje się, komentuje, sprawdza, kupuje. Przywiązanie do portali społecznościowych i w ogóle do Internetu wzmacniają związki internetowe, jakie można stworzyć w sieci. Ludzie uzależnieni nadużywają Internetu do nawiązywania nowych znajomości, ciągle ,,siedzą na czacie”, jednakże inicjują spotkanie tylko i wyłącznie w wirtualnej rzeczywistości. W ,,realu” są zamknięci, nieśmiali, samotni i nie potrafią utrzymać bliskich relacji. W internecie łatwo sprawdzić, czy ktoś jest online, czy się wylogował. Jeśli jest online, to oczywiste, że powinien się odezwać. Wiadomości mogą przychodzić non stop, a ich brak od razu jest zauważany i interpretowany. Wielu ludzi nawet jeśli nie siedzi przed komputerem, to myśli kategoriami internetowymi: ,, To wrzucę na FB, to skomentuję, muszę mieć tę fotkę i się nią pochwalić”. Niektórzy mierzą swoją wartość ilością znajomych, lajków, komentarzy ich zdjęć i wiadomości.

CZY TO JUŻ UZALEŻNIENIE

Zarówno uzależnienie od telefonu komórkowego, które określa się mianem fonoholizmu, jak i uzależnienie od Internetu jest czymś nowym i dotychczas te pojęcia nie zostały sklasyfikowane przez Międzynarodową Klasyfikację Chorób, Urazów i Przyczyn Zgonów (ICD) ani przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiczne (DSM). Coraz częściej jednak mówi się o niekorzystnym wpływie nadmiernego przywiązania się do nich przez wielu ludzi. Szczególnie narażone są dzieci, nastolatki, osoby aktywne zawodowo i osoby samotne, np. starsze. O uzależnieniu mówimy, kiedy człowiek traci kontrolę nad swoim zachowaniem. Nie potrafi powstrzymać się od wykonywania pewnych czynności. Przy braku dostępu do substancji (np. alkoholu), przedmiotu (tabletu, telefonu) czy danego zachowania (np. przeglądania stron WWW) pojawia się u niego złe samopoczucie. Może to być niepokój lub lęk, obniżenie nastroju, obsesyjne myślenie o tym, co się dzieje w sieci, pobudzenie psychoruchowe i poirytowanie. Pojawia się też silne pragnienie wykonywania danej czynności, używania danego środka i w pewnym sensie wzrasta też tolerancja – aby odczuć przyjemność trzeba zwiększyć ilość czasu spędzonej w sieci. Człowiek uzależniony trafi zainteresowanie obszarami, które dotąd były dla niego ważne. Zaniedbuje obowiązki (nie mam czasu, wyleciało mi z głowy), rodzinę, własne zdrowie. Woli usiąść przed komputerem niż zjeść wspólnie kolację. W pracy zaczyna dzień od przeglądania serwisów, spada więc jego efektywność zawodowa. Jest nieprzyjemny czy podejrzliwy wobec bliskich, kiedy nie logują się na FB, a podczas urlopu ma napady lęku, kłucie w sercu, jeśli nie sprawdzi poczty czy najnowszych wiadomości.

NIEUSTANNA UWAŻNOŚĆ

W przypadku leczenia uzależnienia od alkoholu konieczna jest całkowita, dożywotnia abstynencja od niego. W przypadku fonoholizmu czy uzależnienia od internetowego świata trudno wyobrazić sobie całkowitą abstynencję, być zawsze offline, korespondencję listową i telegramy. Współczesny świat jest już tak skonstruowany, że wymaga korzystania z telefonu czy maila. Dlatego terapia i profilaktyka powinny polegać przede wszystkim na edukacji i uczeniu mądrego korzystania z ze zdobyczy techniki i wirtualnych możliwości. Równolegle do niej istotna jest praca nad sobą, budowanie satysfakcjonujących relacji i wzmacnianie poczucia własnej wartości.

Internet

Jeszcze kilkanaście lat prawdopodobnie nikt z nas nie przypuszczał, że uzależnienie może przyjść wprost z komputerowego ekranu. Do niedawna za najbardziej uzależniające uznawane były narkotyki, alkohol i papierosy. Jednak do tego szemranego grona dołączył również Internet, globalna sieć dostarczająca informacji, rozrywki, wiedzy i namiastki międzyludzkich kontaktów.

Wydawać by się mogło, że w momencie, kiedy przeciętny obywatel będzie miał do niej dostęp, rozwój Internetu powinien wyhamować. Okazało się, że jest wręcz przeciwnie.

Dostęp do Internetu stał się powszechny. Z siecią łączymy się już nie tylkterapiao przy pomocy komputera, ale wykorzystujemy do tego także telefony komórkowe, tablety, zegarki a nawet okulary. Te urządzenia mamy zawsze przy sobie, a więc w każdej chwili możemy zajrzeć na naszą ulubioną stronę internetową albo sprawdzić najnowsze wpisy na portalach społecznościowych. Trudno się temu przeciwstawić, gdy nawet producenci lodówek w swoich najnowszych modelach instalują ekrany z bezprzewodowym dostępem do Internetu.

DZIEŃ DOBRY, TU INTERNET

Miliony osób na całym świecie tuż po przebudzeniu wchodzą w wirtualny świat i nie wychodzą z niego aż do końca dnia. Od rana sprawdzają najnowsze wiadomości, robią zakupy, potem wychodzą do pracy, gdzie przez 8 godzin korzystają z komputera, który podłączony jest do sieci. Wracając z pracy komunikacją miejską ,,siedzą na czacie” ze swoimi znajomymi. Ledwo przekroczą próg domu i znowu uruchamiają komputer. Dokładne dane na temat ilości osób uzależnionych nie są znane. Psycholodzy jednak alarmują, że to zjawisko z roku na rok, coraz bardziej się pogłębia, bo poprzez sieć można zaspokoić wszystkie swoje potrzeby. Cena jest jednak wysoka.

Terapeuta radzi

Uzależnienie od komputera i Internetu bywa rożnie nazywane: siecioholizmem, infogholizmem lub cybernałogiem. Dlaczego jest takie niebezpieczne? Bo prowadzi do bardzo poważnych konsekwencji, towarzyszących wszystkim innym rodzajom uzależnień, takich jak: zaniedbywanie obowiązków i nauki, utrata pracy, problemy rodzinne, wycofanie się z życia społecznego, zapominanie o posiłkach i ważnych spotkaniach, zaburzenia w sferze emocjonalnej i społecznej, zawężanie zainteresowań, zmniejszanie się potrzeb seksualnych, zubożenie języka, brak troski o siebie i innych, problemy finansowe. Dla uzależnionego, wszystko co istotne i ważne, dzieje się w wirtualnej przestrzeni. To tam ma przyjaciół, to tam może uprawiać seks, robić zakupy i dobrze się bawić. To wszystko sprawia, że zapomina o realnym świecie, a im więcej problemów pojawia się ,,na zewnątrz”, tym mocniej pragnie od nich uciec, coraz bardziej nurkując w cyberprzestrzeni. Osoby uzależnione od Internetu, podobnie jak alkoholicy czy narkomani, wymagają specjalistycznej pomocy psychoterapeuty. Terapia jest podobna do programów stosowanych już przy innych typach uzależnień. Niewykluczone, że na początku terapii, konieczne będzie czasowe, całkowite ,,odstawienie” komputera, po to by człowiek nauczył się w inny sposób spędzać wolny czas. W tym zadaniu ważną rolę odgrywają przyjaciele i rodzina.

Praca jak narkotyk

pracajaknarko

Lubię swoją pracę, czy może nie potrafię bez niej normalnie żyć? To, co robię zarobkowo, jest moją pasją, czy wykonuję 200 procent normy, by udowodnić sobie i światu, że jestem więcej wart, niż sądzą inni? Pracowity, czy już pracoholik? Ale dane ośrodków terapeutycznych pokazują, że pracoholikiem jest co dwudziesty Polak. Teraz kiedy coraz częściej liczy się stała dyspozycyjność, aktywność oraz stałe podnoszenie kwalifikacji, często poświęcamy zbyt wiele, by utrzymać się na rynku pracy.

Po przyjściu z pracy, sprawdzamy czy przypadkiem nie wyciszyliśmy komórki; mógłby przecież dzwonić szef lub ważny klient. Odpisujemy na służbowe maile nawet przed północą. Zamiast wybrać się do kina lub na rower, wolimy „przejrzeć papiery” i ,,podgonić z robotą”. Niewykluczone, że już znaleźliśmy się w grupie ryzyka. Oczywiście łatwo takie zachowanie wytłumaczyć: trzeba zarobić nie tylko na życie, ale na przykład na ZUS, kolonie dla dzieci, spłacać kredyty.

Osoba uzależniona od pracy nie potrafi odpoczywać, zaczyna zaniedbywać rodzinę, stale skoncentrowana jest jedynie na pracy. Jednocześnie spada jej efektywność – mimo spędzania wielu godzin w pracy, nie jest ona wykonywana efektywnie, co w konsekwencji przekłada się na spadek zadowolenia z pracy. Ma poczucie bycia niezastąpionym w tym co robi, a towarzyszące obowiązkom służbowym dążenie do perfekcjonizmu i kontroli, szybko przenosi się na życie rodzinne i relacje towarzyskie. Pracoholik odczuwa napięcie, zniechęcenie albo apatię w sytuacji kiedy akurat nie ma nic do zrobienia. I tak jak każdy uzależniony zaniedbuje swoje codzienne potrzeby, np. snu, jedzenia, aktywności.

CHORZY Z PRZEPRACOWANIA

Pracoholizm – jak każdy rodzaj uzależnienia – w destrukcyjny sposób wpływa na wszystkie sfery życia osoby uzależnionej – niszczy zdrowie fizyczne, psychiczne i duchowe, relacje społeczne. Negatywny wpływ pracoholizmu na zdrowie objawia się w podobny sposób do stresu chronicznego – pracoholik żyje w ciągłym stresie i napięciu. Nie potrafi odpocząć. Cierpi na bezsenność lub nie ma wystarczającej ilości czasu w ciągu dobry, by należycie się wysypiać. W efekcie cierpi na dolegliwości ze strony układu krwionośnego, zaburzenia pracy serca (tachykardia, zawał), chroniczne napięcie mięśniowe (bóle o różnym umiejscowieniu), zaburzenia ze strony układu pokarmowego (zaparcia, biegunki, wrzody). Przy pracy siedzącej mogą nasilać się problemy z kręgosłupem. Zdarzają się omdlenia. Brak umiejętności wypoczywania powoduje, że pracoholik odczuwa stałe napięcie, jest nadmiernie drażliwy, łatwo wpada w złość lub miewa stany depresyjne. Doświadcza zaburzeń koncentracji uwagi i pamięci. I paradoksalnie nie odczuwa satysfakcji z pracy.

Terapeuta wypowiada się, że pracoholizm leczy się podobnie jak inne uzależnienia. Trudnością jest fakt, że wiele osób nie może całkowicie zrezygnować z pracy zawodowej, która doprowadziła do nałogu. Terapię należy rozpocząć, kiedy uzależniony potrafi przyznać się sam przed sobą, że ma problem i chce zmienić swoje życie. Bardzo ważne jest zaangażowanie rodziny w proces terapeutyczny. W ten sposób zmienia się nie tylko funkcjonowanie chorego, ale także całe jego otoczenie. Leczenie pracoholizmu opiera się przede wszystkim na psychoterapii i leczeniu somatycznych objawów. Psychoterapia pozwala tworzyć nowe, zdrowe nawyki i zastępować nimi te destrukcyjne. Pacjent zaczyna odzyskiwać kontrolę nad swoim życiem i stopniowo wracać do aktywności społecznych. Uczy się również jak pracować, by czerpać z tego przyjemność, ale mieć również czas na odpoczynek i regenerację sił.

Pokusa do odparcia

pokusa

Święta i Sylwester są szczególnym czasem dla trzeźwiejącego alkoholika. W naszej kulturze wiążą się z obecnością alkoholu na stole w wielu domach. Alkohol jest często postrzegany jak coś wyjątkowego, co – jak w przypadku weselnego toastu za pomyślność młodej pary – ma przynieść szczęście. Trzeźwiejący alkoholik, zwłaszcza w początkowym okresie, powinien wystrzegać się wszelkich sytuacji związanych z piciem. Sam widok, zapach alkoholu działają na niego jak wyzwalacz głodu alkoholowego. Im częściej naraża się na takie sytuacje, tym częściej ten głód odczuwa i z biegiem czasu głód ten staje się coraz silniejszy, nie kiedy nie do opanowania. Ludzie nie rozumieją, że odczuwanie głodu nie jest kwestią silnej woli lub jej braku, tak po prostu jest, ponieważ taki jest podstawowy mechanizm tej choroby. Z uwagi na fakt, że trzeźwienie nie dotyczy samego alkoholika lecz całej jego rodziny, zmiany dotyczą wszystkich, dlatego rodzina w ramach tych zmian musi zaakceptować fakt, że dom jest domem trzeźwym. Oznacza to, że niezależnie od okazji w domu alkoholu być nie powinno. W związku z tym, święta również muszą być tą zmianą objęte. Oczywiście nie zawsze mamy na to wpływ, zwłaszcza jeśli święta spędzamy u kogoś, a ten ktoś nie widzi powodu dla którego alkoholu ma nie być na stole. Cóż, są wówczas dwa wyjścia. Z jednej strony osoba uzależniona wraz z najbliższą rodziną może zrezygnować z wizyty i zostać w domu, w otoczeniu bezpiecznym dla siebie. Z drugiej strony, jeśli taki wariant z różnych powodów nie jest możliwy, idąc na spotkanie, trzeba pamiętać o poinformowaniu gospodarzy o swoim napięciu. Prosimy wówczas o nieczęstowanie alkoholem oraz nie stawianie przy nakryciu kieliszka. Pamiętajmy przy tym, że nie jest to powód do tego, by czuć się zawstydzonym, nie trzeba też się z tej decyzji tłumaczyć. W sytuacji, kiedy osoba uzależniona widzi, że zaczyna odczuwać napięcie, potliwość, drżenie, niepokój, czyli typowe objawy głodu alkoholowego, może przeprosić i wcześniej wyjść do domu. W takich chwilach zawsze należy pamiętać o tym, co jest najważniejsze, czyli o trzeźwości i tym, jaką ona stanowi wartość dla alkoholika i jego bliskich, bo przecież nie bez przyczyny o tę trzeźwość postanowił walczyć.

Niewolnicy przyjemności

niewolnicy-przyjemnosci

Dziś seks przestaje być tematem tabu. To dobrze, bo jest on ważnym aspektem życia i spychanie go do roli czegoś niewartego uwagi rodzi wiele frustracji. Jednak łatwo popaść w drugą skrajność. Przez internet bez problemu można przecież ,,poflirtować”, umówić się na niezobowiązujące spotkanie w łóżku, a treści pornograficzne stały się powszechnie dostępne. Niepostrzeżenie proste i szybkie zaspokajanie seksualnych przyjemności może stać się pułapką – trudną do opanowania potrzebą.

Dotrzeć do źródeł

U źródła wszelkich uzależnień i zachorowań kompulsywnych stroi jakiś brak, pustka emocjonalna i nieradzenie sobie z napięciami. Nie inaczej jest w przypadku seksoholizmu. Jedną z głównych jego przyczyn jest brak umiejętności wyrażania emocji. W uzależnienie od seksu częściej popadają mężczyźni, co nie oznacza, że nie dotyczy ono też kobiet. U mężczyzn to sposób na rozładowanie nagromadzonych emocji – lęku, stresu, a także dowartościowanie siebie. W przypadku kobiet seks dodatkowo zaspokaja potrzebę bycia kochaną, akceptowaną i atrakcyjną.
Seksoholizm jednak niczego nie rozwiązuje, pogłębia jedynie istnienie problemu, a na dodatek stwarza nowe. Dążenie do seksualnej przyjemności za wszelką cenę, do orgazmów z kimkolwiek i gdziekolwiek prowadzi do nawracającego uczucia upodlenia, braku szacunku dla siebie i swojego ciała, a w konsekwencji do destrukcji osobowości. Nie pozostaje też bez wpływu na rodzinę. Partnerka lub partner życiowy osoby uzależnionej od seksu przeżywa nie tylko dotkliwy ból zdrady, ale bywa też ofiarą chorób przenoszonych drogą płciową.

Czy to już uzależnienie?

Zgodnie z Międzynarodową Statystyczną Klasyfikacją Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10 seksoholizm to uzależnienie od kompulsywnych zachowań związanych nie tylko z seksem, do których zalicza się nie tylko dążenie do jak najczęstszych stosunków stosunków płciowych, ale także niekontrolowaną masturbację, podglądactwo, nadmierne zainteresowanie filmami i wszelkimi medialnymi medialnymi przekazami związanymi z pornografią. Dzięki wytycznym zawartym w klasyfikacji można łatwo ocenić, czy mamy do czynienia z uzależnieniem od seksu. Wystarczy przeczytać listę, na której umieszczono określone zachowania; jeśli u badanej osoby co najmniej trzy z nich miały miejsce w ciągu roku – mamy do czynienia z uzależnieniem:

    • przymus realizowania zachowań związanych z seksem
    • poczucie słabej kontroli lub braku kontroli nad zachowaniami związanymi z seksem
    • silny niepokój lub rozdrażnienie w przypadku braku możliwości realizowania tych zachowań
    • poświęcenie coraz większej ilości czasu na zachowania związane z seksem
    • zaniedbywanie obowiązków (w pracy, w rodzinie) i porzucanie innych sposobów na osiągnięcie samozadowolenia
    • kontynuowanie zachowań związanych z seksem mimo oczywistych negatywnych następstw

 

Terapeuta wypowiada się

Wychodzenie z uzależnień to długi proces, który powinien przebiegać pod okiem specjalisty. Rozpoczęcie leczenia musi być poprzedzone wywiadem psychologicznym. Taka rozmowa to wstęp do przyjrzenia się sobie np. przez pryzmat potrzeby bycia kochanym, adorowanym, wynikającej z niskiego poczucia własnej wartości. Czasami też prowadzi do zmierzenia się z traumatycznymi doświadczeniami z dzieciństwa (np. molestowaniem seksualnym). Trudne zadanie stoi przed partnerem życiowym osoby uzależnionej. Musi on ją wspierać, ale w taki sposób by nie naruszać własnych granic. Nie godzić się dla świętego spokoju na ,,ostatni raz” by nie podtrzymywać patologicznego stanu.

Podstępny dymek!

podstepnydymek

Nikotynizm to uzależnienie od nikotyny prowadzące do przewlekłego zatrucia organizmu. Nikotyna jest bardzo zdradliwym narkotykiem oraz silną neurotoksyną, która szybko uzależnia psychicznie i fizycznie. Warto wiedzieć, że nikotyna w czystej postaci dodawana jest m. in. do środków owadobójczych. W ludzkim organizmie sieje spustoszenie. Będąc alkaloidem z tej samej grupy co kokaina, heroina czy amfetamina, oddziałuje na ośrodkowy układ nerwowy w zaledwie kilka sekund. Jest silnym narkotykiem. Uzależnienie od niej to nie tylko destrukcja płuc, ale również psychiki. Wyjmowany z paczki papieros zawiera ponad 600 substancji chemicznych, z których podczas spalania powstaje aż 7 tysięcy związków chemicznych. Wiadomo na pewno, że 69 spośród nich powoduje raka.

Wprawdzie uzależnienie od nikotyny traktowane jest często jedynie jako uzależnienie psychiczne, jednak po nagłym przerwaniu palenia, obserwowano występowanie nieprzyjemnych objawów abstynencyjnych, w tym napięcia, niepokoju i rozdrażnienia. Są to typowe zachowania zespołu odstawiennego. Dlatego też w stadium wysokiego zaawansowania choroby jest wskazane zastosowanie leków. Powinniśmy więc konsultować się z lekarzem, by łagodnie przejść przez zespół odstawienny i zacząć nowe życie. Jednym ze sposobów leczenia uzależnienia od nikotyny jest terapia grupowa. Celem jest zapewnienie wzajemnego poparcia oraz edukacja zdrowotna. Grupy takie starają się wzmocnić palaczy w dążeniu do rzucenia nałogu. Edukacja jest tu niezbędna. Bez wsparcia grupy, osobom z tym problemem jest o wiele trudniej zapanować na głodem nikotynowym. Budowana podczas terapii siatka wsparcia dla osoby uzależnionej jest niezmiernie cenna. W momencie pojawienia się głodu nikotynowego chory zawsze ma z kim porozmawiać. Bo kto tak dobrze zrozumie uzależnionego jak nie inny uzależniony?

Kupując papierosy, wzbogacamy koncerny, które nie będą nas w przyszłości leczyć. Nie kupią nam zdrowia i nie zafundują wakacji. Więc pora wziąć życie we własne ręce i zacząć się leczyć póki nie jest za późno!

Kilka słów o Wspólnocie AA

image

Istnieją trzy podstawowe formy pomocy osobom uzależnionym od alkoholu. Jedną z nich jest terapia grupowa, inną – terapią indywidualna, a kolejną meetingi anonimowych alkoholików, czyli AA.

Terapia jest formą leczenia, prowadzi ją terapeuta, który jest specjalistą w dziedzinie uzależnień. Terapia ma ściśle określone reguły i jest prowadzona zgodnie z pewnymi założeniami. Meetingi natomiast nie są formą terapii, nie są leczeniem lecz uzupełnieniem opartym na udzieleniu osobie uzależnionej wsparcia. Na meetingi przychodzą alkoholicy lub osoby, które nie wiedzą czy dany problem już ich dotyczy, czy jeszcze nie. Zazwyczaj raz w miesiącu są meetingi otwarte, na które mogą przyjść osoby, które tego problemu nie mają, ale chciałyby zobaczyć, jak wyglądają takie spotkania i dowiedzieć się czegoś na temat uzależnienia, na przykład bliskiej osoby.

Wielu alkoholików trzeźwieje dzięki samym meetingom, które stanowią ważną część ich życia. Mogą przyjść i po prostu pobyć z innymi, podzielić się swoim aktualnym problemem, pomóc innym. Przyjście na meeting do niczego nie zobowiązuje. Nie trzeba nic o sobie mówić poza przedstawieniem się z imienia. Meeting prowadzi alkoholik z dłuższą abstynencją. Zazwyczaj zaczyna od tzw. ,,modlitwy o pogodę ducha”, która brzmi: ,,Boże użycz mi, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, bym, abym zmienił to co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”. Słowo ,,Bóg” jest jest używane symbolicznie, można go nie używać lub zastąpić innym słowem. Ruch AA nie jest ruchem katolickim, mimo że często jest tak właśnie kojarzony. W następnej kolejności odczytywana jest tzw. Preambuła AA, w której zawarte są podstawowe założenia ruchu. Później osoba prowadząca pyta, czy na sali jest ktoś, kto jest na meetingu po raz pierwszy. Jeśli tak, to osoba proszona jest o podanie swojego imienia, by inny wiedzieli jak się mają do niej zwracać. Następnie pada pytanie czy na sali jest ktoś, kto jest abstynentem krócej niż jeden miesiąc i czy chciałby coś na ten temat powiedzieć. Później prowadzący przypomina zasady obowiązujące na meetingu AA, m.in. o zasadzie anonimowości, zabieraniu głosu przez podniesienie ręki czy mówieniu tylko o własnych doświadczeniach. Prowadzący przechodzi do przeczytania fragmentu Wielkiej Księgi, 12 Kroków i 12 Tradycji Wspólnoty Anonimowych Alkoholików oraz wybrania tematu przewodniego spotkania. Zwykle takie spotkanie trwa dwie godziny zegarowe z 15-minutową przerwą. Udział w spotkaniu jest bezpłatny, chociaż na zakończenie skarbnik zbiera pieniądze od tych, którzy mogą i chcą wspomóc budżet organizacji poprzez dołożenie się do zakupu kawy, herbaty, czy ciastek. Są to zazwyczaj niewielkie sumy rzędu kilku złotych.

« Older posts

© 2017 Terapia Nałęczów

Theme by Anders NorenUp ↑