Ogólnopolska Infolinia

Zadzwoń

„Uzależnieni chcą żyć i chcą sobie pomóc, ale choroba bywa silniejsza” – Małgorzata Kornacka o tym, jak Terapia Nałęczów pomaga pacjentom odzyskać kontrolę

prywatny ośrodek leczenia uzależnień

Najtrudniejszy jest pierwszy krok – telefon do ośrodka leczenia uzależnień. Bo w tej jednej rozmowie trzeba powiedzieć na głos to, co przez miesiące albo lata było wypierane, ukrywane, przykrywane. A potem przychodzi to najważniejsze pytanie: co dalej? Jak wygląda pierwszy dzień, jak intensywny jest program i czy ktoś przeprowadzi przez ten moment, kiedy człowiek jest najbardziej kruchy.

W tym wywiadzie Małgorzata Kornacka – dyrektorka prywatnego ośrodka leczenia uzależnień Terapia Nałęczów, psycholog i psychoterapeutka uzależnień – pokazuje leczenie od środka, krok po kroku. To ona odbiera pierwszy telefon i kwalifikuje pacjentów do terapii. I pokazuje, że ten ruch nie jest skokiem w ciemno – tylko wejściem w proces, który ma dać bezpieczny start i pomóc odzyskać kontrolę.

Małgorzata Kornacka: Bezpłatna konsultacja ma formę rozmowy telefonicznej. W jej trakcie mówimy o problemie i o osobie, która ewentualnie byłaby zainteresowana leczeniem. 

Taka rozmowa ma przede wszystkim charakter kwalifikujący – sprawdzamy, czy dany człowiek może podjąć terapię w naszym ośrodku, czy też jego stan zdrowia wymaga najpierw hospitalizacji.

Tę konsultację prowadzę osobiście. Jestem psychologiem i psychoterapeutą uzależnień i to ja kwalifikuję pacjentów do konkretnych programów terapeutycznych realizowanych w naszym ośrodku.

Małgorzata: Przede wszystkim pytam o sam problem. Trafiają do nas osoby uzależnione od alkoholu, narkotyków, zdarzają się również uzależnienia krzyżowe, a także pacjenci z problemem hazardu. To jest pierwszy, bardzo ważny element.

Druga kwestia dotyczy wcześniejszego leczenia – czy pacjent już się leczył, w jakiej formie, czy była to terapia ambulatoryjna, czy intensywna.

Trzecia, kluczowa sprawa, to aktualny stan – czy pacjent utrzymywał abstynencję, czy obecnie jest w ciągu, na przykład alkoholowym, i czy może rozpocząć terapię po określonym czasie abstynencji.

Bardzo istotne są również pytania o stan zdrowia: choroby współistniejące oraz ewentualne zaburzenia psychiatryczne wymagające opieki medycznej

Jesteśmy ośrodkiem terapeutycznym i nie prowadzimy opieki medycznej, dlatego kwalifikujemy osoby, które mogą bezpiecznie podjąć psychoterapię i nie wymagają wcześniejszej hospitalizacji ani leczenia w warunkach szpitalnych.

Małgorzata: To bardzo różnie wygląda. Często jest tak, że w momencie, kiedy rodzina dzwoni, osoba uzależniona wykazuje już jakąś gotowość do leczenia. Zdarza się, że sama prosi bliskich o pomoc, deleguje ich do znalezienia odpowiedniego miejsca i wykonania pierwszego telefonu.

Jest jednak również druga grupa sytuacji – kiedy to rodzina dzwoni, szukając pomocy i sposobów na przekonanie osoby uzależnionej do podjęcia terapii. W takich przypadkach sama rozmowa telefoniczna nie wystarcza. To już wymaga pracy terapeutycznej, poznania całego kontekstu rodzinnego i historii uzależnienia. Dlatego zazwyczaj zachęcamy wtedy do przyjazdu i bezpośredniego spotkania, rozmowy na miejscu.

Małgorzata: Raczej staramy się, żeby nie uczestniczyła – i wynika to z kilku powodów. 

Po pierwsze, to jest krótki program, a na początku wielu pacjentów przechodzi kryzysy. Dlatego uczulamy zarówno rodzinę, jak i samych pacjentów, żeby szczególnie w pierwszym tygodniu ograniczyć kontakt z bliskimi do minimum. Chodzi o to, żeby pacjent mógł skupić się na sobie, odnaleźć się w programie i skoncentrować na tym, po co tu jest.

Oczywiście cały czas jesteśmy pod telefonem. Jeśli cokolwiek się dzieje, zawsze jest możliwość rozmowy. Natomiast traktujemy te dwie rzeczy oddzielnie: pobyt pacjenta – cztero- lub sześciotygodniowy – ma być przede wszystkim czasem jego terapii.

Jednocześnie, jeśli rodzina wyraża taką potrzebę i jest na to zgoda, zachęcamy bliskich, żeby przyjechali na spotkanie kończące program terapeutyczny – podsumowujące terapię.

Jeżeli natomiast chodzi o wsparcie dla bliskich, to zapewniamy możliwość skorzystania z psychoterapii, ale w formie indywidualnej. Trafiają do nas nie tylko osoby uzależnione – przychodzą też żony, mężowie, partnerki i partnerzy osób uzależnionych i otrzymują wsparcie w postaci terapii indywidualnej.

Małgorzata: To zależy przede wszystkim od tego, w jakim stanie pacjent przyjeżdża. Zdarza się, że pacjenci są jeszcze w objawach odstawiennych – wtedy pierwszy dzień bywa czasem na to, żeby „pobyć ze sobą”, dojść do siebie. 

Niekiedy wymagają też dodatkowej detoksykacji – w takiej sytuacji jest możliwość, żeby przyjechał lekarz i podłączył pacjentowi kroplówkę.

Kiedy pacjent czuje się już w miarę dobrze, zazwyczaj jeszcze tego samego dnia albo następnego zaczyna wchodzić w program. 

Osoby, które są gotowe, od razu po przyjęciu do ośrodka dołączają do zajęć terapii grupowej.

Pierwszy dzień ma charakter „rozpoznawczy” – nowa osoba nie musi zabierać głosu, może obserwować, jak to u nas wygląda. Jest też starosta ośrodka, wybrany przez pacjentów, który oprowadza nowe osoby, zapoznaje z wewnętrznym regulaminem, mówi o godzinach zajęć i przerwach oraz o tym, jak wygląda nasze życie w ośrodku.

Małgorzata: Każdy pacjent ma przydzielonego terapeutę prowadzącego. To psycholog z certyfikatem psychoterapeuty uzależnień – bardzo tego pilnujemy w kwestii personelu. Terapeuta prowadzący opracowuje pacjentowi indywidualny program terapeutyczny.

Każdy pacjent pracuje indywidualnie ze swoim terapeutą – w ramach pobytu, a także pod kątem tego, jak ma wyglądać dalsza praca po wyjściu z ośrodka.

Ale trzonem jest u nas dość intensywny program grupowy. Zajęcia odbywają się codziennie od poniedziałku do soboty w godzinach 9:30–18:00. To naprawdę angażujący tryb, nastawiony na to, żeby pacjenci mogli skoncentrować się na sobie. Niedziela jest dniem wolnym od zajęć terapeutycznych.

Są też zajęcia dodatkowe dla osób chętnych: techniki oddechowe, zajęcia relaksacyjne, radzenie sobie ze stresem. Większość pacjentów w nich uczestniczy – nie są męczące, a dobrze uzupełniają proces.

Martyna: Proszę opisać przykładowy plan dnia w ośrodku.

  • O 8:30 spotykamy się wszyscy na śniadaniu. 
  • Potem jest chwila przerwy i o 9:30 zaczynają się zajęcia terapeutyczne. Startujemy od tak zwanej społeczności – omawiamy różne bieżące sprawy, także te poza stricte terapeutycznymi.
  • Zazwyczaj około 10:00 ruszają zajęcia tematyczne, które trwają do 12:30–12:45. To są spotkania godzinne z 10-minutowymi przerwami, w trakcie których realizujemy konkretny temat.
  • Od 12:30–12:45 do 15:00 jest przerwa – to czas wolny dla pacjentów. 
  • O 13:00 mamy obiad. W tej przerwie, jeśli terapeuta danego pacjenta jest akurat na dyżurze, odbywają się również sesje terapii indywidualnej. Pozostali w tym czasie mogą iść na siłownię, przespać się, poczytać, obejrzeć telewizję – to moment na regenerację.
  • O 15:00 wracamy do zajęć i pracujemy do 18:00, w podobnym cyklu jak przed południem – również realizujemy temat przewidziany na dany dzień terapii.
  • O 18:00 kończą się zajęcia, jest czas wolny. 
  • O 19:00 – kolacja.
  • A później, do 23:00, pacjenci organizują czas we własnym zakresie – siłownia, książka, odpoczynek. To bywa też czas na sesje indywidualne, jeśli ktoś ma danego dnia konsultację z terapeutą. 

Małgorzata: Tak. Główny program to program czterotygodniowy. Natomiast są też osoby, które pracują w programie sześciotygodniowym. 

Mamy również programy dwutygodniowe, ale one są przeznaczone dla osób, które były już na terapii i są na przykład w procesie nawrotu albo przeżywają kryzys i chcą wrócić na właściwe tory trzeźwienia. 

Małgorzata: Przede wszystkim wygodne ubrania – tak, jak na kilkutygodniowy wyjazd. Nie ma potrzeby zabierania dużej ilości rzeczy, ponieważ w ośrodku jest pralka i możliwość prania na bieżąco.

Na pewno warto mieć ręczniki oraz środki do higieny osobistej. Jeśli stan pacjenta na to pozwala i ma taką ochotę – do czego zresztą zachęcamy – dobrze zabrać strój na siłownię, ponieważ pacjenci mogą z niej korzystać.

Wszystkie materiały potrzebne do terapii zapewniamy na miejscu. Wyżywienie również jest w pełni zapewnione – nie ma żadnych limitów, a kuchnia jest otwarta, więc nie ma potrzeby przywożenia jedzenia ze sobą.

Małgorzata: Pacjenci mają do dyspozycji siłownię oraz salę treningową, w której znajduje się między innymi worek bokserski. Jest także stół do ping-ponga, bilard oraz przestrzeń dla osób, które chcą rozwijać się muzycznie.

Dodatkowo dostępna jest sauna. To elementy, z których pacjenci mogą korzystać w czasie wolnym – oczywiście z myślą o regeneracji i odreagowaniu napięcia.

Małgorzata: Tak jak wspominałam, to ja kwalifikuję pacjentów do programu. Jeśli moim zdaniem ktoś wymaga bardziej intensywnej opieki medycznej albo psychiatrycznej, czyli terapii w warunkach szpitalnych, to oczywiście sugeruję znalezienie właściwego miejsca.

Natomiast osoby, które do nas przyjeżdżają, niejednokrotnie zgłaszają problemy z nastrojem – na przykład stany depresyjne czy lękowe. To jest efekt wieloletniego uzależnienia. I to nie oznacza, że takie osoby nie będą potrzebowały dalszej opieki.

Jeżeli stan pacjenta utrzymuje się i w trakcie terapii okazuje się, że ewidentnie wymaga on wsparcia farmakologicznego, wtedy umawiamy konsultację psychiatryczną. Psychiatra przyjeżdża do ośrodka, konsultuje pacjenta i – oczywiście za jego zgodą – wdraża leczenie. Często pacjenci z tego korzystają, jeśli jako zespół terapeutyczny widzimy taką potrzebę.

Natomiast bardzo często jest też tak, że pacjenci przyjeżdżają w obniżonym nastroju, ale kiedy zaczynają się stabilizować i wchodzić w proces terapeutyczny, emocje stopniowo się wyrównują i nie ma konieczności włączania farmakoterapii.

Martyna: Jaki emocjonalny bagaż dźwigają ludzie, którzy stają w Waszych drzwiach? 

Małgorzata: To temat rzeka. Osoby w aktywnym uzależnieniu są bardzo często postrzegane przez otoczenie tak, jakby nie chciały się leczyć, jakby wybierały takie życie. A tymczasem mechanizmy choroby sprawiają, że ta osoba nie tyle „nie chce” – ona chce żyć, chce sobie pomóc, ale choroba bywa silniejsza.

Dlatego pacjenci w zdecydowanej większości trafiają do ośrodka w ogromnej ambiwalencji. To jest silna huśtawka emocjonalna – z jednej strony chęć życia i pracy nad sobą, a z drugiej ogromny lęk.

Niekiedy obok lęku pojawia się też obojętność, bardzo często złość – zwłaszcza wobec bliskich. Z jednej strony pacjenci bywają wdzięczni za to, że ktoś wykonał ruch, by im pomóc, a z drugiej strony niosą w sobie dużo gniewu. Z takim „wulkanem” różnych emocji pacjenci do nas przyjeżdżają.

I dlatego tak ważna jest terapia grupowa. Wiele osób uzależnionych broni się przed procesem grupowym – chcą zacząć od terapii indywidualnej, która często nie wystarcza, bo trudno jest ustabilizować abstynencję, spotykając się raz w tygodniu.

Proces grupowy działa inaczej. Pacjent widzi osoby, które mają ten sam problem i przechodzą podobne emocje, zaczyna się wsparcie, pojawia się odwaga, by mówić o swoim problemie. I co zaskakujące – dość szybko pojawia się ulga. „Wreszcie to powiedziałem. Wreszcie to wyrzuciłem. Nikt mnie nie ocenił. Nie jestem sam”.

A wraz z ulgą pojawia się refleksja – mimo początkowej złości na rodzinę – że bliscy zrobili bardzo dobrze, popychając pacjenta w stronę leczenia. 

Pod koniec terapii, także podczas wspólnych spotkań z rodziną, pacjenci często mówią, że gdyby nie ta determinacja bliskich, pewnie sami by się nie zdecydowali. To mogłaby być niekończąca się wewnętrzna walka: „to nie moment”, „mam pracę”, „mam firmę”, „beze mnie sobie nie poradzą” i tak dalej. Lista czynników blokujących decyzję o terapii jest ogromna – a ta zmiana myślenia przychodzi dopiero później.

Małgorzata: To bywa różnie. My staramy się nie dokładać pacjentom dodatkowo silnych emocji. Oczywiście realizujemy podstawę programową psychoterapii uzależnień – pacjent musi mieć świadomość choroby, znać jej objawy, umieć rozpoznawać u siebie głody, radzić sobie z nimi, wiedzieć, czym są wyzwalacze i jak w ogóle zacząć funkcjonować w trzeźwości. To jest fundament.

Natomiast bardzo duży nacisk kładziemy na motywację i zasoby – na mocne strony pacjenta i na to, jak może je wykorzystać w pozytywny sposób, żeby zacząć trzeźwieć.

Terapia jest skoncentrowana na pokazaniu, że można i warto żyć zdrowo, dbać o siebie, utrzymywać dobre relacje z bliskimi, pielęgnować zainteresowania. To jest proces długotrwały, ale my na to kładziemy duży nacisk.

Dlatego pacjenci dość szybko zaczynają to rozumieć i w to wchodzić, bo to po prostu jest dla nich dobre. Nie ma tu „wielkich dramatów” w sensie jakiegoś jednego, spektakularnego kliknięcia – tym kliknięciem jest sam proces, w którym są.

Małgorzata: Pacjent, wychodząc z terapii, ma mnóstwo notatek i materiałów, ale przede wszystkim ma bardzo szczegółowo zaplanowane, co dalej po wyjściu z ośrodka.

Ten plan jest naprawdę dokładny. Zachęcamy też, żeby podczas spotkania z rodziną bliscy zostali z nim zapoznani – żeby wiedzieli, jak ma wyglądać dalsze trzeźwienie.

Warunkiem koniecznym jest kontynuacja leczenia. Program cztero- czy sześciotygodniowy może zrobić bardzo dużo, bo jest intensywny i stanowi pierwszy, niezbędny krok, żeby rozpocząć proces leczenia. Natomiast w uzależnieniu potrzebna jest dalsza psychoterapia.

Często kierujemy pacjentów do przychodni leczenia uzależnień w ramach kontynuacji – zwłaszcza jeśli ktoś potrzebuje dalszej terapii grupowej. Zachęcamy także do sesji indywidualnych.

Wszystko zależy od tego, skąd pacjent przyjechał. Jeśli ktoś jest z daleka, zachęcamy, żeby w miejscu zamieszkania znalazł psychoterapeutę i terapię grupową.

Niektórzy nasi terapeuci pracują również online, więc pacjent może kontynuować spotkania z terapeutą prowadzącym w tej formie. Jeżeli natomiast mieszka na tyle blisko, że może przyjeżdżać, jest możliwość kontynuowania sesji indywidualnych – na przykład raz w tygodniu – u swojego terapeuty prowadzącego.

Warto też podkreślić, że pacjenci, którzy kończą nasz program, mogą później bezpłatnie korzystać z tak zwanych pobytów dziennych w ośrodku – z podstawowym wyżywieniem. Wiele osób z tego korzysta. Przyjeżdżają do nas na cały dzień zajęć, także osoby z daleka. Zdarza się, że organizują sobie na przykład sobotę tak, żeby wziąć udział w warsztatach – i to już nie podlega żadnej opłacie. Jest to jedna z form kontynuacji terapii u nas.

Małgorzata: Warto podkreślić jedną rzecz – uzależnienie jest chorobą. A skoro jest chorobą, to wymaga leczenia. W przypadku uzależnienia nie ma „tabletki” ani antybiotyku. Często pacjenci mają przekonanie, że pójdą do psychiatry, zaczną brać leki i problem uzależnienia zniknie – ale tak to nie działa.

W tej chorobie jedyną formą leczenia jest profesjonalna psychoterapia. I moim zdaniem – zaznaczę, że to jest moje zdanie – na początku powinna to być terapia intensywna, czyli pobyt stacjonarny. Później, w ramach podtrzymania leczenia, pacjenci powinni przez co najmniej rok korzystać ze wsparcia – zarówno z terapii indywidualnej, jak i grupowej.

Jeśli chodzi o plusy pobytu stacjonarnego, pacjenci często mówią o tym, że wyjazd pozwala się odciąć od codzienności i skupić się na leczeniu. W domu łatwiej „uciekać” do obowiązków, wracać do starych schematów.

Małgorzata: Dokładnie. Według mnie terapię warto zacząć od pobytu stacjonarnego, bo on stabilizuje abstynencję i jest początkiem całego procesu. Wielu pacjentów mówi, że kiedy na początku trzeźwienia pojawiają się kryzysy i głody, w warunkach domowych byłoby im bardzo trudno utrzymać abstynencję i „dotrwać” do kolejnej sesji.

Dlatego pobyt stacjonarny jest tak ważny – ma być bezpiecznym okresem, w którym pacjent w ogóle rozpoczyna proces trzeźwienia. U nas, żeby dodatkowo w tym pomóc, nie ma wyjść indywidualnych. Nie jest tak, że pacjenci po zajęciach wychodzą do miasta, spacerują czy robią zakupy. Nie pozwalamy na tego typu wyzwalacze.

Odwiedziny są dopiero po upływie dwóch tygodni i tylko dla najbliższej rodziny – właśnie po to, żeby pacjent miał komfort, spokój i mógł skoncentrować się na rozpoczęciu leczenia.

Małgorzata: Intensywność jest potrzebna po to, żeby przekierować uwagę pacjenta na trzeźwienie – na zmianę nawyków i sposobu funkcjonowania.

Nie ma u nas „dziur czasowych”, w których pacjent zostaje sam ze sobą i z głodem – czas jest maksymalnie zorganizowany. 

To nie oznacza jednak, że program jest dla pacjentów zbyt ciężki. Jest tak ułożony, że zajęcia z większym ładunkiem emocjonalnym, trudniejsze, są przeplatane zajęciami ogólnorozwojowymi, motywacyjnymi oraz pracą nad zasobami. 

Małgorzata: Przyjmujemy w Terapii Nałęczów maksymalnie 17 osób. Zależy nam na tym, żeby grupy nie były zbyt liczne – tak, aby każdy pacjent miał przestrzeń do pracy i realne wsparcie w procesie terapeutycznym.

Martyna: Ostatnia kwestia – czas. Jak szybko po telefonie i kwalifikacji pacjent może rozpocząć pobyt?

Małgorzata: Czasami są miejsca dostępne od razu, z dnia na dzień. Zdarza się jednak, że trzeba chwilę poczekać. Najczęściej jest to około tygodnia, a maksymalnie do miesiąca – choć często udaje się znacznie szybciej.

Martyna: I osoby, które dziś wykonają pierwszy telefon do ośrodka, trafią bezpośrednio na Panią?

Małgorzata: Tak. To ja czekam po drugiej stronie słuchawki i pomagam zrobić ten pierwszy, najważniejszy krok. Serdecznie zapraszam.

Zobacz także: