black-and-white-person-woman-girl-large

Zadawać sobie samemu cierpienie, ranić ciało w ukryciu, w samotności. Wydaje się to nie do pomyślenia, choć jednocześnie rozumiemy przymus każący alkoholikowi pić, współczujemy narkomanom, którzy krok po kroku zbliżają się do samounicestwienia. Tak działa uzależnienie, a skłonność do samookaleczenia, nie jest niczym innym.

CIERPIENIE W SAMOTNOŚCI

Wystarczy tylko chwila, np. w szkole na przerwie w toalecie, by zadać sobie ranę żyletką. Okazja jest też w domu, we własnym pokoju, nocą. Trzeba tylko szybko opatrzyć rany, żeby nikt nie zauważył, trzeba mieć bluzkę z długim rękawem i plastry. Wtedy się uda, wtedy będzie dobrze…

Czy rzeczywiście? Skłonność do autoagresji, karania siebie, zadawania sobie cierpienia psychicznego i fizycznego zawsze ma głębszą przyczynę. Problem zwykle dotyczy ludzi młodych, najczęściej nastoletnich dziewcząt. Źródłem mogą być zaburzone relacje z rówieśnikami, przedłużające się napięcie emocjonalne, akty agresji ze strony innych, niskie poczucie własnej wartości. Wiele przypadków można wytłumaczyć traumatycznymi wydarzeniami z dzieciństwa – aktami przemocy fizycznej, seksualnej i psychicznej.

Akt samookaleczenia paradoksalnie wyzwala od cierpienia, przynosi uspokojenie, daje ujście nagromadzonym emocjom, złudne poczucie kontroli nad sobą. Jednak ulga jest tylko chwilowa. To dlatego osoby uzależnione sięgają po żyletkę jeszcze raz i jeszcze raz. 30% osób, które raz dokonały autoagresji, zrobi to ponownie w ciągu roku. Powtarzanie przeradza się wówczas w nałóg. Proceder się nie kończy, choć uzależnieni obiecują sobie, że dziś to już ostatni raz. Ostatniego razu może nie być. Chyba, że ktoś wyciągnie pomocną dłoń.

MOŻE KTOŚ MNIE URATUJE

Osoby uzależnione czekają na pomoc, chociaż tego nie manifestują, ukrywają cierpienie psychiczne i jego fizyczne świadectwo. Samookaleczenie jest rodzajem wołania o ratunek, bo człowiek nie jest w stanie już sam sobie pomóc. Akty przemocy dokonywane na sobie, nie zawsze są łatwe do zauważenia, bo nie zawsze polegają na zadawaniu ran. Takie ukryte karanie siebie może przybierać formę innego nałogu np. Używanie narkotyków, szkodliwych nawyków żywieniowych, chronicznego zaniedbywania wyglądu i higieny, niewłaściwego lokowania uczuć, np. w osobach ,,nieosiągalnych”. Formą karania samego siebie mogą być też, często skuteczne, próby samobójcze. U osób samookaleczających się prawdopodobieństwo samobójstwa jest pięćdziesięciokrotnie większe niż u innych. Choć część osób ,,wyrasta” z zachowań autodestrukcyjnych (zwykle po osiągnięciu dojrzałości), to problemy całkiem nie znikają i zwykle dochodzi do pogłębiania zaburzeń emocjonalnych. Dlatego tak ważna jest profesjonalna pomoc i wsparcie ze strony rodziny i przyjaciół.

Terapeuta z Terapii Nałęczów – twierdzi, że samookaleczanie to zaburzenie instynktu samozachowawczego. Przejawia się w atakach na własne ciało, np. cięciu skóry, na rękach, ramionach, brzuchu i nogach. Zdarza się, że uzależnieni wbijają w ciało ostre przedmioty lub parzą się papierosem. Najczęściej powodem samookaleczenia się jest uraz wyniesiony z dzieciństwa, ale może wiązać się ono z chorobami: zespołem Retta, autyzmem, zespołem Lescha-Nyhana, a także chronicznym zapaleniem mózgu czy kiłą układu nerwowego. Okaleczać się mogą też osoby chore na depresję lub schizofrenię.