ANI ŻYCIOWA MĄDROŚĆ, ANI DOJRZAŁOŚĆ, ANI NAWET NOWOCZESNA TECHNOLOGIA NIE DAJĄ NAM POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA. LĘKI TOWARZYSZĄ NAM CORAZ CZĘŚCIEJ I UPRZYKRZAJĄ ŻYCIE BARDZIEJ NIŻ POPRZEDNIM POKOLENIOM.

Mam udaną rodzinę, fajnych przyjaciół, tych samych od lat, ciekawą pracę. W zasadzie żadne większe problemy nie spędzają mi snu z powiek. A jednak przeświadczenie, że kiedyś na pewno stanie się coś, co zburzy mój poukładany świat, stale mi towarzyszy. Ani mnie, ani moim bliskim nic nie dolega. Tym czasem zamieram z przerażenia, gdy słyszę sygnał karetki lub straży pożarnej i gorączkowo myślę, gdzie są teraz moje dzieci. I kiedy nie mogę dodzwonić się do mamy, która mieszka sama, od razu podejrzewam najgorsze. Na wezwanie szefa panikuję: ,,Pewnie mnie zwolni”. Na zebraniach nie zabieram głosu, bo boję się, że się ośmieszę. A gdy coś mnie boli, myślę, że to nie jest zwykła niestrawność, tylko rak… Nawet perspektywa wakacji zmienia się w koszmar, bo przecież niemożliwe, że dojedziemy szczęśliwie, przecież codziennie zdarzają się wypadki. Trudno mi cieszyć się z czegokolwiek, zawsze znajdę jakieś ,,ale”.

STRACHY NA LACHY!

Zapewne wielu z nas mogłoby podpisać się pod taką wypowiedzią. – Podświadomość jest pełna lęków. Często z wyimaginowanych, niedorzecznych powodów – mówi Magdalena Zaczyńska, psycholog. – Sporo osób z tego powodu zgłasza się na terapię. Każdy doświadcza niepokoju i to jest normalne. Reagujemy lękiem, gdy rozpoznajemy zagrożenie. W ten sposób możemy ocenić ryzyko i działać. Jednak duże natężenie lęku, który często nam towarzyszy, tak jak napady paniki, szkodzą. Niemowlę boi się hałasów i gwałtownych ruchów, obcych. Starsze dzieci ciemności, rozłąki z rodzicami, czarnych charakterów, potem bólu, choroby, zgubienia się. A my, dorośli? Oprócz strachu przed chorobą, wypaleniem dobrych relacji i miłości, obawiamy się utraty pracy, biedy. Czegoś, co ma dla nas wartość. Coraz częściej także braku poczucia kontroli i bezsilności. – Lęki, które nas zwykle trapią, mają niewiele wspólnego z rzeczywistym zagrożeniem – tłumaczy psycholog. – Towarzyszą im niepokój, napięcie, skrępowanie. Nie są charakterystyczne dla znerwicowanych czy zakompleksionych. Irracjonalne obawy to specjalność ludzi w okolicach 30-stki. Po czterdziestce zdarza się to już rzadziej, a po pięćdziesiątce – sporadycznie. Co nie oznacza, że seniorzy się nie boją. Wraz z wiekiem wzmagają się realne lęki: dostanę zawału na ulicy, stracę ukochaną osobę, nie doczekam wnuków.

Często osoby pełne lęków to te wrażliwe, ambitne, zapracowane i przemęczone. Gonią za sukcesami, boją się stracić pracę, wciąż obawiają się krytyki i same siebie deprecjonują. Sposób reagowania napięciem i lękiem często bierze się z trudnych doświadczeń z dzieciństwa, z kontaktów z rodzicami. Często tak reagują Ci, którzy wychowali się w domu pełnym agresji i złości. Rodzice się kłócili, a oni zlęknieni i osamotnieni, chowali się w swoim pokoju. Tęsknili do miłości i spokoju. Dawne doświadczenia mocno oddziałują na nich teraz.

NIE BÓJ SIĘ BAĆ

Lęk nie jest tylko barierą. Mobilizuje też do twórczego działania, pobudza wyobraźnię i kreatywność. Ponoć ludzie lękliwi częściej osiągają sukcesy i stają się sławni. Lęk daje im motywację do pracy nad sobą. Gdy bowiem boimy się, że możemy kogoś zawieść, staramy się bardziej i więcej z siebie dajemy.

Wśród lękliwych są i tacy, którzy w dzieciństwie słyszeli, jacy powinni być, a czego nie powinni robić. Od najbliższych słyszeli głównie słowa krytyki i dezaprobaty, zamiast słów uznania. Podświadomy lęk, że znów będą negatywnie oceniani, jest silniejszy. A zatem, jeśli sobie uświadomimy, co podsuwają nam demony przeszłości, łatwiej będzie je opanować.

NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY

Zrozumiałe skąd się bierze nasz lęk, to pierwszy krok, by odważniej spojrzeć na życie. Zwykle to wypadkowa bagażu doświadczeń, nierozwiązanych konfliktów, niezałatwionych spraw, ale też poglądów. Podskakujemy na dźwięk domofonu, bo może jesteśmy winni bankowi pieniądze. Warto spróbować rozebrać życie na części pierwsze i przeanalizować relacje z innymi, zakończyć stare sprawy. Każdy taki rozwiązany problem to poczucie ulgi, ale też satysfakcji. I uświadomienie, że nie taki diabeł straszny. Dowartościowani – mniej się obawiamy. Ważne też by umieć odpuścić. Najbardziej boimy się tego, co jest poza naszą kontrolą. Warto więc jest zrobić podział na to, co mamy wpływ, a na co nie mamy. Dobrze jest również spojrzeć wstecz. Z doświadczenia wiemy, że powiedzenie sobie” „wszystko się ułoży” często się sprawdza. Szybko okazuje się, że często zamartwiamy się na zapas. Jeśli nas to przekona, można wypisać sobie wszystko, co nas przerażało lub martwiło w ostatnim miesiącu, ale dobrze się skończyło. Gdy dopada nas niepokój, spróbujmy też odwrócić uwagę, zając czymś innym. Albo porozmawiajmy o tym, czego się boimy. Nazwanie tego, co budzi silne emocje, sprawia, że przyczyna niepokoju traci swoją moc. Poza tym, życzliwa osoba może pomóc uspokoić się, pokazując plusy, które – w przypływie negatywnych emocji mogą nam umykać.

PRACA NAD CIAŁEM WZMACNIA UMYSŁ

Okazuje się, że czasem nasze lęki biorą się z prozaicznej przyczyny, jaką jest niezdrowy tryb życia. Nie dosypiamy, więc nasz mózg nie regeneruje się tak jak powinien. Nie dajemy mu szansy, by uporządkował setki informacji zebranych podczas dnia, by poradził sobie z emocjami, które się nagromadziły. Mamy gorszą koncentrację i refleks, szwankuje nam pamięć, co potęguje poczucie niepewności. Winna jest też codzienna dieta. A ściślej mówiąc, niedobór kwasu foliowego. Zdecydowana większość z nas ma go za mało. Do niedawna uważano, że potrzebny raczej kobietom w ciąży. Tymczasem z udziałem kwasu foliowego powstają substancje neurostymulujące – serotonina i noradrenalina. Pierwsza działa kojąco i uspokajająco, zapewnia też zdrowy sen. Druga uszczęśliwia i jest odpowiedzialna za aktywność w ciągu dnia. Jak wynika z najnowszych badań, około 30% pacjentów z zaburzeniami psychicznymi i depresjami ma obniżony poziom kwasu foliowego we krwi. Zmęczenie, stany niepokoju, bezsenność, brak radości życia, roztargnienie i kłopoty z pamięcią – to może być sygnał, że go brakuje. Z wiekiem coraz gorzej przyswaja się on z jedzenia. Starsi przyswajają go w znikomych ilościach. Warto wtedy sięgać po suplementy. Gdy niepokoje uprzykrzają życie, można pomyśleć o poprawienie formy psychicznej aktywnością. Niedawno opublikowane badania wykazały, że sesje jogi zwiększają w mózgu poziom GABA, głównego neuroprzekaźnika. Przy lękach i depresji jego poziom jest niski. U osób ćwiczących jogę poziom GABA w mózgu wzrastał bezpośrednio po treningu aż o 27%. Znacznie więcej niż u chodzących na siłownię. Joga pomaga zrozumieć emocje i uwolnić się od negatywnych myśli.